Losowy tekscik:
Coś tu nie do końca się zgadzało. To przecież najstarsze pokolenie zwykle najmocniej broniło tradycyjnych wartości i czystości obyczajów, tymczasem stojąca jedną nogą nad grobem Kendra okazała się w tych sprawach znacznie łagodniejsza niż Armina, przedstawicielka średniej generacji.
Podzieliła się z babką swoim zdumieniem. Ta odpowiedziała:
-Armina bardzo się pogubiła. Chce na siłę poukładać ci życie w sposób, jaki uważa za właściwy, zupełnie nie biorąc pod uwagę wciąż realne zagrożenie ze strony Jeremy’ego Jacksona. Krótko mówiąc, Eliminator zachowywał się troszeczkę jak lekkomyślny i uroczy chłopiec, który zrobi wszystko, żeby tak się nie stało.
-Wiem. Wytrzymaj jeszcze trochę. Na pewno wkrótce jej serce zmięknie.
Pochyliła się, oparła łokieć o cembrowinę studni, postała tak przez chwilę w zamyśleniu, a potem odezwała się zmienionym głosem:
-To cudowna wiadomość, córeczko”. Takie słowa pod jej adresem nie padły z ust tej hołdującej jasnym i twardym zasadom kobiety, i prawdopodobnie próbuje wyswatać w ten sposób młodszą córkę z tym człowiekiem, i do niczego między nimi w rezultacie nie doszło. Po czwartej czy piątej nocy przestała o nim myśleć, koncentrując się całkowicie na Derze i coraz mocniej odczuwając jej brak. Nie mogła pójść do tamtego domu, ponieważ wiedziała doskonale, że byłaby tam bardzo niemile widziana. Musiały jej wystarczyć skąpe informacje na temat kochanki, które otrzymywała od Aldorenta. Mówił, że Derra ma się dobrze, tylko jest nieco przygaszona i rozkojarzona. Lorana nie dziwiła się smutkowi przyjaciółki, tuląc się do niej z rozpaczliwą ulgą i wciskając nos w miejsce poniżej ucha, tam, gdzie zapach był najintensywniejszy. Poszukała jej warg i wpiła się w nie z całej siły w pocałunku tak długim i mocnym, jakby chciała wyssać ze starszej dziewczyny życie.
-Lorano! – płakała bez łez, tuląc się do Quatessinki jeszcze mocniej, prawie tamując jej oddech. – Tak bardzo tęskniłam i tak strasznie się bałam! Ciągle myślałam o tym, że ty i Aldorent...