Losowy tekscik:



Bywał nieodpowiedzialny nie tylko w drobiazgach, ale i w ważnych sprawach. Podeptał jej uczucia, by uczynić zadość żądaniom tamtej, tej drobniutkiej, nie sięgającej jej do ramienia dziewuszki. Wciąż była na niego z tego powod zła, ale jednocześnie nie umiała przestać o nim myśleć. W końcu był jedynym mężczyzną, w którym kiedykolwiek była zakochana. Mimo woli przypominała sobie namiętne noce spędzane w jego objęciach i zastanawiała się, czy miałaby ochotę znów się przed nim rozebrać. To byłoby przecież takie proste. Mogłaby pójść do niego nawet teraz i zasnąć z nim na tamtym łóżku. Nikt by się przecież nie dowiedział. Kochaliby się potajemnie każdej nocy. Może wystarczyłaby jedna maleńka iskierka, by ponownie rozdmuchać wystygły żar.
Siadała przerażona w pościeli, wyrwana z jakichś męczących snów, a pomiędzy jej piersiami spływała cienka, łaskocząca strużka potu. Nie zrobi tego. Byłaby naiwna wierząc, że nikt się nie dowie. Takich rzeczy nie da się długo ukrywać. Być może śpiący na dole starcy nie schwytaliby ich na gorącym uczynku, w swej prostolinijności i uczciwości będąc przekonanymi, że tamtych dwoje wciąż dzieli ściana, ale w końcu oszuści zdradziliby się sami nieopatrznym słowem lub niepotrzebnym czułym gestem. Nie miała ątpliwości, że zdrada którejkolwiek z nich położyłaby kres ich dziwnemu związkowi. Derra była zbyt bezbronna i wciąż za młoda, by przyjąć kolejny tak ptężny cios i zachować choćby odrobinę wiary w dobro.
Dlatego nic nie mogło wydarzyć się pomiędzy nią a tym człowiekiem, i do niczego między nimi w rezultacie nie doszło. Po czwartej czy piątej nocy przestała o nim myśleć, koncentrując się całkowicie na Derze i coraz mocniej ją irytowała, ale zarazem budziła poważny niepokój. Może nie mogła mieć słuszności sama jedna przeciwko reszcie świata. Większość z reguły się nie myli.
Wyskoczyła z łóżka jak oparzona, drżąc lekko ze wzburzenia i kolejnego rozczarowania. Odgarnęła gęstą firankę, pchnęła skrzypiącą okienną ramę, oparła łokcie o drewniany parapet i mocno pochylona w przód stała w strumieniu wiosennego powietrza, które łagodnie rozganiało włosy dziewczyny.
-Mogę mieć dzieci z Loraną – odezwała się wreszcie ku sieni.
-Wszystko będzie dobrze, Derro – rzuciła jeszcze. – Ufaj. Na pewno tu wrócę.
-Jeśli myślisz, że ona pomoże ci znów wpaść w ramiona tamtej, to bardzo się mylisz – odezwała się wreszcie ku sieni.
-Wszystko będzie dobrze, Derro – rzuciła jeszcze. – Ufaj. Na pewno tu wrócę.
-Jeśli myślisz, że ona pomoże ci znów wpaść w ramiona tamtej, to bardzo się mylisz – odezwała się wreszcie ku sieni.
-Wszystko będzie dobrze, Derro – rzuciła jeszcze. – Ufaj. Na pewno tu wrócę.
-Jeśli myślisz, że ona pomoże ci znów wpaść w ramiona tamtej, to bardzo się mylisz – odezwała się Armina, dużo za głośno, bo przecież córka stała bardzo blisko. – Może rządzi we wsi, ale nie w moim domu.
-Kiedyś było inaczej – szepnęła Derra. – Ostatnie słowo należało do niej.
-I chciałabym, aby znów tak było. Ale nie pozwolę, by cię dalej buntowała. Tym światem rządzą bardzo jasne reguły. Nie możesz ich łamać.